iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

***

Zniknęłam na chwilę jak mysz zaszywając sie w ciemnej i bezpiecznej norce. Z dala od kłopotów, myślenia o rzeczach nieistotnych. Zniknęłam na chwilę, która liczona jest już w miesiącach. Z dala od bliskich mi osób, z dala od znajomej krainy lat dziecinnych odnalazłam spokój, szczęście. Odnalazłam to o czym nigdy nie marzyłam.

 

:)

Komentarze (0)
New life, new image

Pewnie jest wiele takich przypadków, że zraniona kobieta zamienia miłość w nienawiść i stara się zniszczyć faceta albo zwyczajnie rzuca się w wir zabaw z innymi facetami tylko po to, by uciszyć ból i zapomnieć.

Ale ja tak nie postąpię.

Nie potrafię zamienić miłości w nienawiść i niszczyć.

Nie potrafię rzucić się w wir przygód.

Nie potrafię być taka jak on i szuka kolejnej zdobyczy.

 

Postanowiłam zrobić coś lepszego. Udowodnić sobie i jemu, że jestem kimś wartościowym, a nie byle śmieciem. Nie jestem głupią polką za którą mnie uważa, nie dam się już omamić głupimi słowami.

Już nie.

Choć mogłabym porzucić naukę włoskiego w cholerę, ale doszłam do wniosku, że motywacja teraz jest o wiele większa niż wcześnie. Chcę pokazać, że potrafię, więc w planach mam podszkolić angielski też.

W końcu zaczęłam wprawiać się w jazdę autem posiadając prawko od 7 lat, które przez cały ten czas leżało nietknięte i nie używane.

Zrobić coś dla siebie to chyba najlepsze lekarstwo na doła.

Najgorszą rzeczą byłoby siedzieć w czterech ścianach, a tego nie robię. Co prawda z bezsennością sobie jeszcze nie poradziłam i myślami nie dającymi spać, ale powoli. Za jakiś czas nie będzie jedyną myślą przed snem.

Biegam, spaceruje, uczę się, spotykam z przyjaciółmi, których olewałam przez 2 miesiące, a to był błąd, bo nigdy nie należy stawiać kogoś na piedestale i by stał się dla ciebie całym światem.

Na razie nie chcę nikogo poznawać, nie chcę poznawać mężczyzn, nie jestem na to gotowa. Wystarczą przyjaciele.

Komentarze (0)
mężczyźni mają łatwiej...

Dlaczego tak się dzieje, że mężczyzna ma w życiu zawsze łatwiej? Niczym się nie przejmuje, nic nie jest go wstanie załamać, gdy my tym czasem wylewamy łzy w poduszkę.

Z łatwością przychodzi im zamykanie jednego rozdziału, by otworzyć następny. A my w tym czasie, choć tego nie chcemy to myśli same powracają. Musi minąć dużo czasu nim w końcu zaczniemy żyć.

Mężczyzna nie przejmuje się tym, że został porzucony lub on kogoś porzucił. Następnego dnia wyrusza na polowanie jak gdyby nic się stało.

" To życie" taką ma dewizę, a że po drodze sprawia komuś ból, rani to nie ma znaczenia grunt, by on czuł się wspaniale.

Chciałabym móc od tak odciąć się od wszystkiego, od tak zapomnieć o tym wszystkim i wyjść do ludzi, ale każda chwila samotności sprawia, że wracają wspomnienia. Staram się nie przebywać sama, ale serce kobiety potrafi znieść bardzo wiele, poniżanie się, robienie z siebie totalnego idioty, wybaczanie skrzywdzenie byle tylko móc znów być razem.

Powinnam zastosować patent klin klinem, ale nie potrafię. Raz tak zrobiłam i źle na tym wyszłam, bo nie można zmusić się do miłości.

Komentarze (0)
to koniec, którego nie chcę :(

Była piękna bajka. Była szara myszka i on księże, który zwrócił na nią uwagę. Było cudownie. Piękne chwilę, czułości, wyznania miłosne, obietnice wspólnych wyjazdów, wspólnego zamieszkania, dzieci itp.

Była magia i uczucie, którego nie znała. W jego ramionach czuła się bezpieczna jak nigdy wcześniej. W jego oczach widziała miłość, a każda rozłąka stawała się udręką. Kocha go miłością bezgraniczną, bardziej nie da się kochać po prostu nigdy wcześniej nie zaznała czegoś takiego. Jakimś sposobem stopił lód okrywający jej serce, który chronił ją przed bólem i cierpienie. Kiedyś dawno temu obiecała sobie, że nigdy więcej nie pozwoli zawładnąć sercu uczuciem, nigdy więcej nie pozwoli się skrzywdzić, nigdy więcej nie zapłacze przez faceta.

Wszystkie obietnice okazały się na marne. Wyznanie, że "będę cię kochał teraz i na zawsze" stało się nagle" nie wiem czy cię kocham". W jedną noc miłość, którą wyznawał znikła. Czy to możliwe? Czy można odkochać się w jedną noc, w jedną godzinę, przez jednego sms?

Podjęła wariacką próbę ratowanie tego czego nie chciała stracić. Jej serce już dawno wiedziało, że albo on, albo żaden inny, że nigdy już nie zaufa tak bardzo, by oddać serce. A jednak zaufała mu właśnie jemu tak jak nigdy nikomu wcześniej i została zraniona. Po licznych próbach dzwonienie pojechała do niego, by pogadać. Chciał zatrzasnąć przed nią drzwi, ale udało się jej wepchać do środka. Mówił, że nie wie czy kocha, że ma problemy w pracy, że nie ma czasu teraz na związek, że nie wie kiedy będzie miał.

Była dzielna nie pokazała łez, jej oczy trzymały się, choć serce rozpadało na maleńkie kryształy. Nie patrzył w jej oczy, ukrywał twarz, stał tyłem bawiąc się czymkolwiek. Chciała wierzyć, że to ten na zawsze. Pocałowała go w policzek na dowiedzenia i powiedziała, że będzie czekać na niego i żeby dał jej znać, bo ona będzie czekać. Na pożegnanie powiedziała: I love you. A w jego oczach zobaczyła obojętność, a nie miłość, którą pokazywał.

Przez całą drogę powrotną trzymała się dzielnie, wierząc, że to sen, koszmar. A gdy przekroczyła próg domu jej serce nie wytrzymało, łzy powstrzymywane w końcu wybuchły. Ten ból, ta pustka po stracie, ta rana, która nie wiem czy się zabliźni.

Bo zaufało się komuś kto miał być szczęściem, a potrafił zadać cios w plecy.

Mój Italian men zabawił się i nagle przestał kochać. To boli bardziej niż kiedykolwiek. I wiem, że ciężko będzie mi to przetrwać.Pierwszy cios, gdy zablokował mnie na fb. Drugi, gdy powiedział, że nie wie czy mnie kocha. A trzeci, że nie chcę być ze mną i nie wie kiedy zechcę.

Zaufałam, pokochałam i co w zamian dostałam tylko ból. Codziennie dziękowałam Bogu za to, że mi go zesłał. Jeśli znów dzisiaj zapłaczę proszę nie miejcie mi to za złe. To koi mój ból, oczyszcza mnie z tego żalu, że zaufałam po raz kolejny.

Komentarze (0)
Zagubiona...

Zagubiłam się w pułapce podejrzeń i złych myśli.

Zapędziłam emocję w kozi róg nie dając szans na obronę.

Wydrążyłam w głowie wielki dół w który wpadam każdej nieprzespanej nocy.

Hodując strach, panikę i wstyd jak najsmaczniejsze pomidory.

Zagubiłam się po raz pierwszy tak naprawdę w prawdziwym życiu.

I wiem, że to droga do nikąd, że kolejny krok, kolejna myśl ciągnie mnie zamiast wznosić.

Gdzie podziała się ta iskra w moich oczach i uśmiech, który podobno nigdy wcześniej nie był?

Zagubiłam się pewnego dnia w złej iluzji codzienności.

Między tym o czym marzyłam i za czym tęskniłam, a tym co przyniósł mi los.

Zapomniałam, że jestem, że istnieje, że jestem kimś, a nie kimś bez znaczenia.

A teraz moja głowa paruje od przepychanek myśli dobrych i złych.

Ta walka tłoczy się niemiłosiernie głośno nie dając zasnąć.

Chodzę po domu niczym cień z oczami krzyczącymi: chcę spać, uśpić myśli.

Zagubiłam się i nie czy jest droga powrotna.

Komentarze (0)
un vera artista

W piątek  poznałam kolejnych włochów, a szczególnie na poznaniu jednego bardzo mi zależało. Peppe artysta w pełnym znaczeniu tego słowa, których tak niewiele jest. 

Gdy pierwszy raz usłyszałam jego piosenkę " Amore" od razu się w niej zakochałam i w końcu po 6 tygodniach poznałam właściciela tak pięknego głosu i tak pięknych piosenek.

Zawsze mnie ciekawiło co powstaje najpierw czy tekst, czy muzyka. Odpowiedział, że to zależy, że czasami samo to wypływa i że wystarczy kilka taktów zagranych na klawiszach czy gitarze. Odpowiedziałam, że jest prawdziwym artystą, a nie tym co spotyka się obecnie na rynku muzycznym.

Potem jak zahipnotyzowana słuchałam jak śpiewa grając na klawiszach i gitarze na żywo i to było cudowne doświadczyć czegoś takiego, bo to nie był jakiś koncert z pchającymi się ludźmi, krzykami tylko w zaciszu mieszkania z kilkoma ludźmi jako widzami.

Nie zależy mu na pieniądzach zwyczajnie gra dla siebie, dla znajomych i to się nazywa prawdziwa miłość do muzyki nie oparta na zysku materialnym.A skąd to wiem? Zapytałam go wprost kiedy wydaje płytę i kiedy się  pojawi w Empiku na co odpowiedział, że gra dla siebie i przyjaciół.

Co prawda nic nie rozumiem z tego co śpiewa, ale gdyby przełożyć włoski na polski to piosenki byłyby bardzo agresywne i nie zrozumiałe. Na pewnie śpiewa o pięknej miłości i wszystkim z czym to się wiąże.

Komentarze (0)
Cierpliwość równa się wkurzenie...

Czemu czas jest tak wrednym przeciwnikiem, że gdy chcemy by przyspieszył on jakby na przekór zwalnia i godziny ciągną się niemiłosiernie?

A gdy z kolei chcemy zwolnienia on leci jak na oślep nie zwracając na nas uwagi, że nam coś nie pasuję, że może wolelibyśmy powolniejszy bieg?

Cierpliwość nigdy nie należała do moich mocnych stron. W sumie czy my drogie panie jesteśmy w tym dobre? Raczej nie, bo chciałybyśmy już, teraz, w tej chwili, a jak zwykle pojawia się słynne przekorne: " na to trzeba czasu"

A wtedy człowieka roznosi przynajmniej mnie. Podobno w tym tygodniu dla rodzinki byłam wredna, pyskata i że wszystko mnie denerwowało. No trochę odczułam stres, wkurzenie i być może byłam ciut rozdrażniona i miałam ochotę komuś przywalić lub coś rozwalić, ale czy byłam aż tak piekielna i zła jak osa?

Czasami zwyczajne pytanie powtarzane no stop do znudzenia albo pouczanie o czymś, o czym się wie potrafi zadziałać na mnie jak płachta na byka i nawet wypicie dwóch litrów melisy nie pomoże, a wiem co mówię, bo testowałam to wczoraj i zamiast ukojenia nerwów zaliczyłam ciągłe kursowanie kierunek WC.

W sumie ta zmiana czasu zawsze działała na mnie wybitnie źle, choć pojawiła się upragniona jasność, słońce to mój organizm się buntuję. Jestem niewyspana, rozdrażniona i wyglądam jak biała ściana i jedynym co mnie odróżnia od tej bieli to nowy kolor włosów. Jest, więc białość czyli cała ja i brąz moich włosów na białej ścianie, która mam nadzieje, że w najbliższym czasie stanie się żywym, tęczowym kolorem.

Czy tylko ja tak źle znoszę zmianę czasu???

Komentarze (0)
Kraków

Kraków ma coś w sobie magicznego, choć ja nie wyobrażam sobie, bym mogła kiedykolwiek tam zamieszkać. Może to syndrom wychowania na wsi, gdzie wszystko jest znajome, małe, wiejskie, ciche.

Są zabytkowe uliczki, miasto tętni życiem. Najczęściej spotykanymi ludźmi na rynku  wczoraj byli włosi. A to dziw, że nie Anglicy lub jakakolwiek inna narodowość, a tylko Włosi. Co kawałek pojawiają się restauracyjki, kebaby. Chyba na kilometr przypada ich ze 100, aż dziw, że nie upadają po kolei przy tak licznej konkurencji. Zapachy unoszą się w powietrzu, dużo świateł, dużo ludzi pędzących gdzieś w nieznanym kierunku i ja. Gdybym była sama poczułabym paniczny strach, przytłoczenie. Zawsze duże i obce miasta tak na mnie działają. Pamiętam jak na studiach musiałam udać się na egzamin poprawkowy do Krakowa, a potem wracać wieczorem sama. Przeżywałam to strasznie, żołądek podchodził mi do gardła. Nie wiem co bardziej mnie stresowało: poprawka z rachunkowości czy jednak ten samotny wypad do miasta, którego nie znam?

Wczoraj jednak było inaczej. Nie byłam sama, aż dziw, że zna tak dobrze Kraków, gdy ja małopolanka wcale. Wiem tylko gdzie jest AGH, gdzie Dworzec i na tym kończy się mój GPS w głowie.

Patrzyłam na tych ludzi, cieszyłam oczy kolorowymi światełkami na budynkach, a w głowie dudniła mi myśl, że gdybym tu została sama to chyba bym się rozryczała ze strachu. Syndrom wiejskiej dziewczyny. Wydaje mi się, że ludzie z miasta są bardziej odważni, bardziej skłonni do ryzyka, a może jest to zależne od charakteru człowieka.Tak czy siak ostatni raz byłam tutaj 9 lipca 2010 roku na obronie. Fajnie jest wrócić czasami do przeszłości. :)

Komentarze (0)
Dla kobietek

To nie ja powinnam składać życzenie tylko Panowie, a ponieważ jakoś w tym roku jestem zapomniana przez życzeniodawców, to składam

Wszystkim kobietkom tym małym i dużym, tym zapomnianym i niezapomnianym życzę wytchnienia od codziennych problemów, cudownych myśli o tym jak cudownie jest być kobietą, choć czasami wypieramy się tego  w myślach, że nie lubimy być tą płcią piękniejszą, życzę nam zadowolenia z życia w każdej postaci niekoniecznie materialnej, doceniania naszych starań przez mężczyzn, a nie tylko gdy coś chcą, bo przecież jakby na to nie patrzeć musimy działać na wysokich obrotach prawie jak Robocop. 

 

Wszystkiego najlepszego moje Panie.

Komentarze (0)
Włosko na talerzu i przed oczami...

Spontan= coś czego możesz żałować

W sobotę byłam pierwszy raz we włoskiej restauracji. Szkoda, że był to totalny spontan, a ja raczej wole mieć wszystko zaplanowane, ale jak wiadomo, gdyby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała.

Cudowne sam na sam przerwał dzwonek jego telefonu, jak zawsze gdy tego nie trzeba. Po skończonej rozmowie zamyślał się na chwilę, a potem mówisz, że chcesz potańczyć.

Moja myśl: " Jak to potańczyć?, Teraz? W post?

Zapomniałam, że przecież jesteś innego wyznania, więc to co u nas jest normalne w Italy może mieć inne znaczenie. Zgadzam się, ale jednocześnie informuje cię, że nie umiem tańczyć, że jestem totalnym beztalenciem w tym. Ty oczywiście potwierdzasz, że też nie potrafisz co jest totalną bzdurą, bo tańczyć świetnie.

Godzinę później pożałuje swojej decyzji i w kolejne godziny też. Jestem wściekła na siebie, że:

-moje świeżo zrobione loki o 21 już nie wyglądają tak samo jak kilka godzin wcześniej,

-mogłam lepiej się ubrać, założyć szpilki i zamiast tego ubrałam buty typowej wieśniaczki na płaskim obcasie.

A dlaczego?

Jego znajomi

Gdy stanęliśmy pod drzwiami restauracji przedstawiasz mnie swojemu szefowie, jego dziewczynie ( Polce) i swoim dwóm przyjaciołom. Jeden z nich podczas wieczoru intensywnie śrutuje mnie wzrokiem jakby chciał sprawdzić czy kocham go, czy może jego kasę albo zwyczajnie patrzył z niedowierzaniem, że jego przyjaciel znalazł sobie za dziewczynę kogoś takiego jak ja.Jestem jedyną, która nie kapuje włoskiego i czuję się jak czerwona skarpetka ubrana przez pomyłkę do zielonej. Rozmawiają po włosku, jedyną co w tej chwili działa na mnie kojąco jest ciepło twojej dłoni, którą trzymam bojąc się puścić. Dodaje mi to odwagi, choć nadal czuję się jak niepasująca układanka do całej reszty. Jest godzina 22.00 i zamierzacie jeść kolacje, a ja o tej godzinie śpię. Nie jestem głodna, nie chcę, bo nadal nie przyzwyczaiłam się do tego, że za mnie płacisz. Mówisz, że muszę coś zjeść. Sugerujesz, że może spaghetti, a ja sobie myślę: no zapomnij, żeby mi makaron spadał z nerwów z widelca przy twoich znajomych? Za bardzo się stresuje.A po drugie nie po to haruje na siłowni i ograniczam jedzenie, by przybyć 6 kg, które straciłam.

Otwieram kartę i ceny są tak piorunująca, że moja portmonetka nigdy nie będzie w stanie temu podołać.No tak renoma restauracji, towary sprowadzane z Włoch za to słono się płaci.Zamawiam mniejsze zło, zupę szpinakowo- pomidorową, bo lubię zupy i jednocześnie jest to najtańsze danie z karty, bo nie chcę, byś tracił na mnie pieniądze.A ty wraz z resztą małże, choć 2 godziny temu zjadłeś pokaźnego kotleta z frytkami i sałatką. Czasami się dziwie, gdzie ty to wszystko mieścisz. 

 Wystrój restauracji jest typowo włoski. Jest kominek, komoda z dużą ilością win. Takiej ilości w życiu nie widziałam. Są miniaturki włoskiej kobiety i włoskiego mężczyzny w fartuchach.Kolorystyka utrzymana w ciepłej tonacji, jest drewno, które daje odczucie przytulności.

Włoscy mężczyźni

Gdy zostaje sam na sam z polką, bo nasi panowie poszli kopcik jak pociągi rozmawiamy o włoskich mężczyznach. Mówię o tym jak się czuję, gdy on za mnie płaci, że to dla mnie dziwne, a zamiast tego słyszę coś dziwnego, że oni już tacy są, że lubią płacić za swoje kobiety, że trzeba z tego korzystać.Że co? Mam korzystać? Ciągać go po  lokalach, bo ja chcę to i to i ty masz mi to dać? Przecież miłość na tym nie polega. Gdybym chciała gwiazdkę z nieba wiem żeby ją dostała, ale po co?

Jestem dziwna, z zasadami, które nie każdy rozumie. Być może życie nauczyło mnie takiego podejścia, a może taki mam wrodzony system wartości, by nie wykorzystywać. Może...

Klub

Z restauracji wyszliśmy po 24.00, bo włoska kolacja jest rozłożona na 2 lub 3 godziny. Zakończona oczywiście espresso. Podjechaliśmy pod klub. Po czasie od mojej przyjaciółki dowiedziałam się, że to jest włoski klub i stąd tyle tam włochów jest. Jakoś nie spodobał mi się zbytnio. Dużo ludzi, ciasno. Wyciągnęłam cię na parkiet, cholera po co, skoro zrobiłam z siebie kretynkę. Ty tańczyłeś,  a ja byłam wtedy jak strach na wróble. Na końcu pierwszy raz poczułam się źle, zignorowana przez twoich znajomych, którzy przygarnęli cię do kółeczka, gdy ja stałam poza nim. Odeszłam na bok i po chwili przyszedłeś do mnie.

Strach o przyszłość

Czego się boję? Powtórki z sprzed 4 lat, gdy poznałam rodziców swojego ex i uznali, że zasługuje na lepszą, młodszą i ładniejszą. I wtedy nastąpił definitywny koniec.

A dzisiaj zastanawiam się co taki chłopak jak ty robi z taką dziewczyną jak ja? Nie jestem piękna ani nadzwyczaj inteligentna, nie jestem kobietą sukcesu, nie mam pracy, nie mam nic. Co takie ciacho widzi we mnie, gdy w klubie mógłbyś mieć każdą z tych tańczących i pięknych dziewczyn? Nie pasuje do twoich znajomych wyczuwam, że są mną rozczarowani. Powinnam się codziennie zadawać sobie to pytanie, ale oni nie są ważni. Mogą mnie nie lubić, nie akceptować, ale najważniejsze, że TY BĘDZIESZ, a do wszystkiego się przyzwyczaję.

Warto ryzykować nawet jeśli czeka nas bolesny upadek.:)

Komentarze (4)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
Najnowsze wpisy
2012-09-30 17:15 ***
2012-05-13 17:36 New life, new image
2012-04-27 07:59 mężczyźni mają łatwiej...
2012-04-22 19:51 to koniec, którego nie chcę :(
2012-04-05 14:25 Zagubiona...
O mnie
Kinga S

Musze patrzeć w jasnych kolorach tęczy, by nie zwariować.

Mój profil w iWoman.pl